Park linowy

Wypad na drzewo – uważność kontra stres

Ostatni raz po drzewach skakałam bardzo dawno temu… Nie ma już tej jabłoni, na której mieliśmy z bratem bazę i punkt ostrzału jabłkową amunicją. Nie znaczy to jednak, że zapomniałam, ile frajdy może to sprawić. Szkoda tylko, że moje poczucie odwagi nie jest już takie, jak w dzieciństwie. Widocznie wraz z wiekiem drzewa rosną w oczach!

Wyprawa do parku linowego chodziła mi po głowie już od dawna, podsycana co jakiś czas opowieścią kogoś znajomego, kto był i dobrze się bawił. Zapewne to „ myślenie” trwałoby jeszcze długo, gdyby nie mąż „na tropie” pomysłu na prezent urodzinowy dla mnie.

Tym sposobem w radosnym uniesieniu trafiliśmy ze znajomymi do parku linowego… i mina mi zrzedła.  Zadzierając głowy do góry wraz z kilkoma dorosłymi – rozpoczęliśmy zadumę nad tym, czy może to jednak nie lepiej tylko na te liny popatrzeć, zamiast tak od razu włazić na drzewa… hmmm No nic… Robiąc dobrą minę do złej gry – i rozładowując napięcie śmiechem, po krótkim, acz praktycznym przeszkoleniu (co wpiąć w co, żeby nie spaść) ruszyliśmy na trasę średnią. Kilku dorosłych i dużo dzieciaków 😀 O trasie wysokiej, wolałam nie myśleć, bo tam by raczej drabina ratunkowa nie dosięgła;)

Walka o przetrwanie

Wydaje mi się, że największy stres (szczególnie gdy pierwszy raz jest się w parku linowym) pojawia się, gdy się stoi na ziemi i przygląda trasie i osobom, które je pokonują. W momencie, gdy sami zajmujemy ich miejsce – stres musi ustąpić miejsce uważności, skupieniu na tu i teraz, by móc pokonywać bezpiecznie kolejne odcinki.

Od drzewa do drzewa

Tego typu atrakcja angażuje umysł i ciało. W efekcie jedno i drugie zostaje odciągnięte od prozy życia i może odpocząć/rozluźnić się. Polecam wszystkim zestresowanym. Może zakwasy się pojawią, jednak tylko w mięśniach, umył wypocznie. Może nie, że dosłownie – ale park linowy czyni lżejszym:) przynajmniej ja zakończyłam trasę z poczuciem lekkości, wypoczęcia.

Park linowy – Czego unikać?

Unikajmy rzucania się na "głęboką wodę" – szczególnie przy marnej kondycji i braku doświadczenia w chodzeniu po parkach linowych. Lepiej pójść najpierw na trasę prostszą i poćwiczyć, zobaczyć ile wysiłku potrzeba na kolejne odcinki trasy i sprawdzić, czy nie paraliżuje nas strach. Prościej jest zejść w środku trasy niskiej (drabina), niż czekać na ściągnięcie z dużej wysokości,

Po drugie – racjonalnie podchodźmy do kwestii wysyłania dzieci na wyższe trasy. Nie każde "Ja chcę tam" – powinno zostać natychmiast zrealizowane. Bierzmy pod uwagę, że dziecko w czasie trasy może uznać, że nie podoła. Nie róbmy z tego wtedy problemu, spektakularnej porażki. Przy nas mała dziewczynka znieruchomiała po przejściu odcinka, przy drzewie – bała się pójść dalej, ale też i dać się ściągnąć z drzewa pracownikowi parku. Dłuższą chwilę zajęło przekonanie jej, żeby pozwoliła pomóc sobie zejść. Mam nadzieję, że nie zostanie jej żadna trauma z tym związana. Niektóre dzieci wprost "przebiegały trasę" inne prosiły o drabinę i ściągnięcie ich (zmęczyły się).

Mierzmy siły nad zamiary zarówno własne jak i dzieci.

Park linowy - stres 

 

Fot. główne TekstowePole.pl

Joanna Wilgucka-Drymajło

Joanna Wilgucka-Drymajło

Dziennikarka, redaktorka, autorka e-booka "50 pomysłów na proste życie z dziećmi". Miłośniczka czekolady z orzechami i oregano. Na co dzień "biegam" po Internecie, szukam sposobów na prostsze życie i walczę ze stresem.... nie tylko własnym.

More Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *